niedziela, 17 kwietnia 2016

Z daleka lepiej widać..

Co roku wiosną, wracam do kraju z dalekiego miejsca, gdzie spędzam zimy.Fuerteventura, jedna z Wysp Kanaryjskich nie daje się porównać z innymi wyspami archipelagu. Geograficznie Afryka, administracyjnie Hiszpania, całe stulecia pozostawała niezagospodarowana. A ma, według jednych źródeł 90, według innych tylko 50 milionów lat
 Jej niemal pustynny krajobraz jest ukojeniem dla duszy.
Majoreros, autochtoni  będący mieszaną nacją, zdecydowanie bardziej przypominający wyglądem Latynosów z Ameryki Południowej niż Hiszpanów, to ludzie twardzi, bo ci, którzy tutaj mieszkają to ludzie, którzy przetrwali setki lat z prawie żadnym dostępem do wody. Rzadko padające deszcze i brak naturalnych źródeł wody to, na tym starym lądzie   na środku oceanu, niezbyt sprzyjające warunki do życia.Na  skalistej glebie  daje się hodować tylko  kozy. Tak było  do upowszechnienia technologii odsalania wody oceanicznej. W latach 60 tych, kiedy zbudowano dobre lotnisko pojawili się pierwsi turyści i zbudowano pierwsze hotele. Teraz, kiedy kraj jest w Unii, pojawiły się fundusze na rozbudowę odsalarni, postęp cywilizacyjny pozwala im na przeżycie i utrzymanie z pracy w turystyce. Na utrzymanie, nie na luksusowe wille.


Dzięki internetowi nie spuszczam z oka rzeczywistości, którą zostawiłam za plecami. Bo zostawiłam ją z ważnego powodu: poczucia zagrożenia, które pojawiło się w Polsce pod koniec lat 90 tych, i urosło na ogromną skalę na początku XXI wieku. Wtedy kiedy przestępczość zaczęła mnie dotyczyć w stopniu zagrażającym życiu, po tym jak stałam się ofiarą  przemocy, włamań i kradzieży,  postanowiłam przenieść się w spokojniejsze miejsce.

Wracając każdej wiosny bardzo wyraźnie widzę różnice między tym, co zostawiłam wyjeżdżając pół roku wcześniej, a tym, co zastaję.
Długo by  pisać o tych różnicach, ale teraz tylko o jednej. O zaangażowaniu obywateli w życie sołeczne i polityczne.

Na wyspie moi sąsiedzi tez tak jak my, Polacy, są rozdyskutowani i rozpolitykowani. Codziennie spotykam ich w wiejskim barze, gdzie przy porannej café solo  pozdrawiając się pogodnie, siedzą przy kontuarze, na którym leżą świeże gazety, a na ścianie gada zawsze włączony telewizor. Choć część z nich to analfabeci (  Franco, jak każdy dyktator, uważał, że naród niewykształcony to naród łatwy do rządzenia), to nikt nie jest głuchy ani ślepy.
Miałam okazję przyglądać się kilka razy wyborom, i tym  lokalnym, i tym parlamentarnym.
Majoreros biorą licznie  udział we wszystkich. Mają własne przekonania i je wyrażają.

Dlaczego? Bo oni  czują, że maja wpływ. Wiedzą to.
Dlaczego my myślimy, że nie mamy? Dlaczego widząc, co się dzieje nie umiemy oderwać się od foteli przed telewizorem? Dlaczego dopiero, gdy ktoś nam zabiera nasza własność lub sprzedaje dragi naszym dzieciom jesteśmy w stanie zacząć działać?
Omamieni telewizorowym narkotykiem umiemy tylko pohejtować na fejsbuku ?
Nie wiem, dlaczego musimy być doprowadzeni do ściany, żeby się ocknąć.
Wiem, że  nie  pozwolę by traktowano mnie jak analfabetkę,   do tego jeszcze głuchą i ślepą.
Nie daję sobą manipulować.W każdym razie się staram.