Co roku wiosną, wracam do kraju z dalekiego miejsca, gdzie spędzam
zimy.Fuerteventura, jedna z Wysp Kanaryjskich nie daje się porównać z innymi
wyspami archipelagu. Geograficznie Afryka, administracyjnie Hiszpania, całe
stulecia pozostawała niezagospodarowana. A ma, według jednych źródeł 90, według innych tylko 50 milionów lat
Jej niemal pustynny krajobraz jest ukojeniem dla duszy.
Majoreros, autochtoni
będący mieszaną nacją, zdecydowanie bardziej przypominający wyglądem Latynosów
z Ameryki Południowej niż Hiszpanów, to ludzie twardzi, bo ci, którzy tutaj
mieszkają to ludzie, którzy przetrwali setki lat z prawie żadnym dostępem do wody.
Rzadko padające deszcze i brak naturalnych źródeł wody to, na tym starym lądzie na środku oceanu, niezbyt sprzyjające warunki do życia.Na skalistej glebie daje się hodować tylko kozy. Tak było do upowszechnienia technologii odsalania wody oceanicznej. W latach 60 tych, kiedy zbudowano dobre
lotnisko pojawili się pierwsi turyści i zbudowano pierwsze hotele. Teraz, kiedy kraj jest w Unii, pojawiły się fundusze na rozbudowę odsalarni,
postęp cywilizacyjny pozwala im na przeżycie i utrzymanie z pracy w turystyce. Na
utrzymanie, nie na luksusowe wille.
Dzięki internetowi nie
spuszczam z oka rzeczywistości, którą zostawiłam za plecami. Bo zostawiłam ją z
ważnego powodu: poczucia zagrożenia, które pojawiło się w Polsce pod koniec lat
90 tych, i urosło na ogromną skalę na początku XXI wieku. Wtedy kiedy przestępczość
zaczęła mnie dotyczyć w stopniu zagrażającym życiu, po tym jak stałam się ofiarą przemocy, włamań i kradzieży, postanowiłam przenieść się w
spokojniejsze miejsce.
Wracając każdej wiosny bardzo wyraźnie widzę różnice między tym,
co zostawiłam wyjeżdżając pół roku wcześniej, a tym, co zastaję.
Długo by pisać o tych różnicach, ale
teraz tylko o jednej. O zaangażowaniu obywateli w życie sołeczne i polityczne.
Na wyspie moi sąsiedzi tez tak
jak my, Polacy, są rozdyskutowani i rozpolitykowani. Codziennie spotykam ich w
wiejskim barze, gdzie przy porannej café solo pozdrawiając się pogodnie, siedzą
przy kontuarze, na którym leżą świeże gazety, a na ścianie gada zawsze włączony telewizor.
Choć część z nich to analfabeci ( Franco, jak każdy dyktator, uważał, że
naród niewykształcony to naród łatwy do rządzenia), to nikt nie jest głuchy ani
ślepy.
Miałam okazję przyglądać się
kilka razy wyborom, i tym lokalnym, i tym parlamentarnym.
Majoreros biorą licznie udział we wszystkich.
Mają własne przekonania i je wyrażają.
Dlaczego? Bo oni czują, że maja wpływ.
Wiedzą to.
Dlaczego my myślimy, że nie
mamy? Dlaczego widząc, co się dzieje nie umiemy oderwać się od foteli przed telewizorem?
Dlaczego dopiero, gdy ktoś nam zabiera nasza własność lub sprzedaje dragi
naszym dzieciom jesteśmy w stanie zacząć działać?
Omamieni telewizorowym
narkotykiem umiemy tylko pohejtować na fejsbuku ?
Nie wiem, dlaczego musimy być
doprowadzeni do ściany, żeby się ocknąć.
Wiem, że nie pozwolę
by traktowano mnie jak analfabetkę, do tego jeszcze głuchą i ślepą.
Nie daję sobą manipulować.W każdym razie się staram.