To także męskie imię w Senegalu
Wróciłam do swoich wpisów blogowych i pomyślałam: to lepsze niż pamiętnik.
Czy zdarzyło wam się nie wziąć czyjegoś numeru telefonu i potem żałować? Na pewno.
Dzisiaj pojechałam na spotkanie ze znajomymi stopem. Jeden autobus mi uciekł, a do następnego miałam godzinę, więc wystawiłam kciuk.
Kto pamięta Umę Thurman, która grała dziewczynę z wrodzoną wadą, wielkim kciukiem, który za radą czarownika, postanowiła wykorzystać w auto-stopie? Jedyna ekranizacja prozy Toma Robbinsa "I Kowbojki mogą marzyć". Za każdym razem kiedy łapię auta, myślę o niej. Naprawdę, wystawiam kciuk tak, że kierowcy mają poczucie winy, że nie mogą mnie zabrać.
Dziś, w porze lunchu sporo kierowców pokazywało mi, że nie jadą daleko tylko, że tutaj, zaraz zjeżdżają do domu, a ja chciałam do Corralejo, miasteczka oddalonego o 20 km.
Może dziesiąty samochód zwolnił i upewniwszy się, że mój uśmiech nie jest li, tylko żartem, zatrzymał się z wahaniem. Za kierownicą siedział czarny mężczyzna w niebieskim garniturze. Niebieskim, niegranatowym. Niebieskim jak niebo. Pomyślałam, aha, będzie ciekawie. Jasne, że było.
Od razu wiedziałam, że to nie jest "świeży" imigrant. Mówił po hiszpańsku i był dość pewny siebie.
Samba, bo tak miał na imię, jest na wyspie już 19 lat, a przejechał przez Andaluzję. W Senegalu ma żonę i czworo dzieci, najstarszy syn ma 21 lat. Liczycie coś? Samoloty z Kanarów do Senegalu latają codziennie.
Przepytałam go na wszystkie możliwe okoliczności.
Pracuje absolutnie legalnie w bardzo dobrym hotelu, właśnie jedzie na drugą zmianę. Jego żona nie chce przyjechać do Europy, mówi, że nie mogłaby być "drugą kategorią"?
Najstarszy syn owszem, wyraża taką chęć.-A co będzie jeśli wszyscy mężczyźni wyjadą z Senegalu-roześmiał się głośno i szczerze.-Na całą wieś wystarczy jeden" -żart rozśmieszył nas oboje. Podtekst był oczywisty.
-Naprawdę, widziałam taki dokument, w którym kobiety narzekają, że muszą przejmować męskie role w społecznościach. Wyjechali mężowie, wyjeżdżają synowie.
-Ale Euro im to wynagradza, Samba zerknął na mnie z uśmiechem.-A Ty skąd jesteś? Moje blond włosy nie pozostawiały wątpliwości co do mojego niehiszpańskiego pochodzenia-Aaa, Polonia, Lech Walesa-dotknął palcami górnej wargi,- Hombre con bigotes! Mieszkasz sama czy z mężem?-Sama?
Ach te stereotypy.-Oj, to musi być ci ciężko, troska w głosie była autentyczna.
No powiem wam, że mnie zaskoczył. Senegalczyk, który wie gdzie leży Polska i że był taki facet, który zmienił system...
Od lokalsa, Majorero bym tego nie usłyszała.
Kiedy już dojeżdżaliśmy zapytałam, czy tworzą jakąś społeczność, czy się spotykają-Tak tak, właśnie jadę na taki reunion
-Muzykujecie?- moja nadzieja szybko zgasła-Yossou N'dour to jedyny krajan Samby, którego znam i lubię.- Nie, tylko tak się spotykamy, żeby pogadać, zapytać, czy ktoś nie potrzebuje pomocy wiesz, cosas des hombres.
-A w Twoim kraju jak teraz jest?
Nie będę wam opowiadać co mu powiedziałam. On już sporo wiedział, ale na fakt, że moja córka wczoraj dzwoniła mówiąc, że od 3 miesięcy nie widziała słońca, aż zdjął nogę z gazu.
-Jak oni tam mogą żyć bez słońca?
No właśnie, jak możecie?