niedziela, 29 grudnia 2013

Muzyka Moja Miłość.

To jedyne  bez czego nie mogłabym się obyć.
Nikt nigdy nie zapytał mnie co bym zabrała ze sobą na bezludną wyspę ale co tam , mimo to odpowiem na  to nie zadane pytanie.Otóż, spokojnie mogłabym zostać wyrzucona przez fale tak jak Robinson Cruzoe.
Tak jak on " naked."
Rzecz w tym, że jest coś bez czego nie mogę żyć. To Muzyka.
Na szczęście muzykę mam w sobie.In the middle of my heart, fraza, którą często słyszymy w piosenkach.Choćbyśmy nie wiem jak się zarzekali, że mamy słoniowe ucho, brak nam poczucia rytmu, a grać na fortepianie nie lubimy bo się karty ślizgają ( przepraszam za stary dowcip z dzieciństwa, ale to jeden z lepszych ) to i tak mamy to.Mamy to  w środku. Jakiś taki mały instrumencik, może czasami strunowy, czasem klawiszowy, ale jest . I daje się wprawiać w wibracje za każdym razem. Nie wiadomo dlaczego, ale zaczynamy nucić, nie tylko wtedy, kiedy jesteśmy w dobrym nastroju, ale i  kiedy mamy chandrę.
Niezależnie od tego jak bardzo oddaliliśmy się od naszego najstarszego przodka,( małpa czy jakaś inna istota ), jak bardzo edukacja " ukształtowała nam " gust , to dusza nuci lub śpiewa w zależności od tego który skrajny stan  akurat nam się przytrafia. Bo to zwykle jest skrajny stan .
Byłam tej jesieni na koncercie Richarda Bony, Uli Dudziak na jej urodzinowym Offowym występie, a potem Sebastiana Karpiela Bułecki,  .W tym sezonie słyszałam jeszcze kilka koncertów ale te trzy były szczególne.

Słuchając muzyki czasem mam tzw ciarki.Czasem jest tak, że ten sam wykonawca na jednym koncercie je robi, a na innym nie.Tak bywało ze Stańko czy Możdżerem, raz super, innym razem słabo, wręcz nic.
Podejrzewam, że różnica polega na tym, iż artyści są twórcami, a twórcy nie zawsze są artystami.Nie mówiąc o odtwórcach.Ale to tylko moje podejrzenia.
Piszę o tym dlatego, że od rana słucham muzyki zmarłego niedawno Wojciecha Kilara.
Jego muzyka jest tą która zawsze powoduje dreszcze.Do jego Krzesanego obejrzałam pierwszy raz Balet Conrada Drzewieckiego.Od tego momentu pojawiła się jeszcze inna  miłość, miłość do tańca.Ta miłość przyspiesza rytm serca.
W  muzyce Kilara jest coś, co zawsze powoduje, że serce zwalnia pracę.
Jeśli kiedyś będę stara, ślepa i głucha, jakoś mnie to nie przeraża. W środku, na jakimś twardym dysku, mam tyle muzyki, że wystarczy mi do końca świata.Fajnie by było gdyby to była bezludna wyspa.Podoba mi się wizja tańczącej i śpiewającej na całe gardło  kobiety.Oczywiście bęben sobie zrobię.To jedyny instrument na którym mogę zagrać zawsze.I wszędzie.

Autograf Richarda Bony złożony  na jego płycie Bonafied 12 października.


A  tutaj próbka jego grania
ps .Dziękuję moim rodzicom, że nie posłali mnie ani do szkoły baletowej ani akademii muzycznej, bo swego czasu skutecznie odstręczyła mnie od studiowania muzykologii.
Najlepsze są zaskoczenia i tak zwane przypadki, tak własnie poznałam Bonę, w jakimś kasynie na wakacjach na Majorce, Wcześniej nie wiedziałam o jego istnieniu,





niedziela, 22 grudnia 2013

Dzika Afryka.

Nasze wyobrażenia o tym kontynencie są niesamowicie różne.Najczęściej bardzo infantylne.Przepraszam was bardzo ale tak jest.Kiedy pokazuję zdjęcia wieżowców, centrów handlowych i ludzi dobrze, nowocześnie ubranych w stolicy Zimbabwe, spotykam się ze sporym zaskoczeniem.Czyli czego się spodziewaliśmy? Umalowanych twarzy w spódniczkach z trawy ? Dzieci z wzdętymi brzuszkami , smutnych oczu ich matek ?
Tak to się zgadza, to jest Afryka.Ta z wiadomości telewizyjnych karmiących nas nieszczęściem, katastrofami  i ludzką nędzą.
Ten kontynent jest po prostu taki, różnorodny.Tak jak różna jest Azja, Europa, tak Afryka jest z każdej strony inna.
Nie będę pisać o Albanii leżącej w środku Europy o której nic nie wiem.Nie mam pojęcia kto tam rządzi , jaki mają system polityczny.Nawet stereotypów na temat tego kraju nie ma.
A na temat Afryki jako całości każdy jakieś wyobrażenie ma.
I wiecie co, wszyscy macie racje.Bo tam jest wszystko. Mercedesy, Rolexy, szklane biurowce i slumsy .
Bogactwo i bieda.Tak jak u nas.Gdybyśmy mieli cieplejszy klimat to bezdomni, czyli ludzie którzy nie mają własnego mieszkania, żyli by na ulicach i byłoby ich widać.Żebranie byłoby bardziej popularne, a nędza bardziej widoczna.Ale niestety widać tylko dobre samochody na ulicach, w tych samochodach siedzą dobrze ubrani, ludzie z zaciętymi twarzami.
Gdybyśmy częściej spotykali się z takimi widokami to może umielibyśmy cieszyć się z tego co mamy.Banał, wiem  ale co poradzę na to, że prawda jest banalna?
Może tu leży tajemnica naszego ponuractwa i narzekactwa ? Wszyscy jesteśmy pozamykani we własnych  głowach, własnych domach, własnych wyobrażeniach o sobie.Pozamykani czyli samotni.
W afrykańskiej wsi jeśli ktoś straci całą swoją rodzinę np po epidemii cholery to społeczność innej wsi przyjmie go i jeśli będzie użyteczny to zaakceptuje.Bo to praca, nawet ta najprostsza stanowi o wartości człowieka.Złodziej to najgorszy, napiętnowany wyrzutek społeczny.
Dlatego oni cały czas są zadowoleni i uśmiechnięci.Bo nie są samotni.

wtorek, 17 grudnia 2013

Amerykański sen o dzikiej Afryce.


Marcin czasem zabiera ze sobą do Afryki ludzi którzy bardzo nie chcą jechać z biurem podróży .Chcą przeżyć przygodę.Tym razem znajomy znajomego poprosił żeby zabrał znajomego.Amerykanina.
Nie jest to szczyt marzeń, zabrać ze sobą kogoś, kto na Skypie rozmawiał o tym jak wiele jesteśmy winni afroamerykanom ( nie wiem czy to już się pisze z dużej czy jeszcze z malej ) bo to spora odpowiedzialność. Nie dość, że taki nie wie jak się zachować to jeszcze nie słucha rad. - ta amerykańska poprawność polityczna .Jada nie to co trzeba, nie tam gdzie trzeba i spróbuj takiemu wytłumaczyć. On czytał w internecie i on wie.
 Zacznę od tego, że WC były wszędzie ale jeszcze trzeba do nich zdążyć.Kiedy po kilku dniach James się zbliżał, każdy oglądał swoje podeszwy butów żeby sprawdzić czy w coś nie wdepnął.
You know what I mean man ? Ile par majtek rozrzucił po drodze brzydząc się praniem, to tylko okoliczne malpiszony wiedzą .Albo i nie bo czmychnęły w popłochu. A potem sie okazało że ma tylko jedne spodnie.Wystarczy jeśli chodzi o ten wątek.
 Od wczoraj zaśmiewamy sie z opowieści o Jamesie " Oh My God". Drugim ulubionym zawołaniem było "Why is so expensive " a dodać trzeba że Sierra Leone to jeden z najtańszych , jeśli nie najtańszy kraj Afryki.
Na przewodnik Lonely Planet trzeba trochę wydać, a poza tym tam jest taki mały druk.
 Marcin jednak nie takie typy  na szlaku spotykał .Gdyby nie to, że kierowca taksówki motocyklowej nie zmieścił się w koleinie i trzeba było leczyć  rany ( Marcin ) u znachorki (na szczęście  skutecznie) to byłaby najśmieszniejsza wyprawa ze wszystkich.dotychczasowych.
Otarcia skóry to niezbyt miła sprawa zwłaszcza w tropikalnym klimacie.Kiedy znachorka podgrzewała sobie tylko znaną mieszankę ziół  i przyłożyła Marcinowi na rękę J.O.M.G miał oczy jak 500 Leones. Zaznaczyć muszę, że nie chciała wziąć za pomoc pieniędzy, nawet za jedzenie które zrobiła.Kolejny powód żeby zadziwić Amerykanina w Afryce.Goście to goście .Oczywiście Marcin wręczył jej na odchodnym równowartość 5 USD.Wdzięczność  trzeba umieć okazać.
Mimo iż James dostał wyraźne zalecenia co do rzeczy , które ma zabrać , miał na nogach buty budowlańca , które świetnie by się sprawdziły na dalekiej Syberii w wiosennych roztopach ale w tropikach po 3 dniach miał takie odparzenia że nie mógł chodzić.Mimo rad i delikatnych sugestii nie chciał wydać 1 USD na flip flop, czyli  japonki.Po 5ciu dniach się poddał ,ale coby przyszpanować po powrocie, uparł sie żeby kupić te słynne robione z opon samochodowych bo gdzieś , takie w TV widział.No to musiał wydać 8 USD.Hand made w końcu.
Kiedy wypożyczyli dżipa , siedzący z przodu obok kierowcy James całą drogę przewidywał najczarniejsze scenariusze.A to że przeładowany a to że to a to , że tamto.No i poszła opona.Po wymianie na zapasową i wyruszeniu w dalsza drogę,  lamenty nie ustawaly , wiec po dojechaniu na miejsce , kierowca poprosił siedzącego z tyłu Marcina i jego przyjaciela Johna żeby , cytuję "ponieważ ten  white man ma bardzo negatywne nastawienie to on prosi, żeby oni dwaj z tyłu mieli pozytywne bo wtedy się zrównoważy".W drodze powrotnej James raz tylko wydał z siebie swój zwyczajowy okrzyk Oh My God , kiedy przejeżdżali przez most , który składał się z dwóch drewnianych kłód ,( norma w tej okolicy ) na szczęście ci dwaj z tyłu się zaśmiewali więc nic się nie stało.Złapali równowagę.
Potem  było  jeszcze gorzej.Czarni przyjaciele mówiący ( rozumiejący ) po angielsku-kreolsku słysząc za każdym razem lamenty jak to " na pewno autobus sie zepsuje bo przeładowany " przewracali oczami.No i urwało się koło.Po wymianie na inne pojawiły się  kolejne lamenty " że ta opona jest całkiem łysa i że na pewno pęknie" kierowca nie zdzierżył , wysiadł powiedział, że z tym panem nie jedzie .
Od tego dnia czarni omijali J.O.M.G. dużym łukiem, a Marcin cieszył się mirem i podziwem .Przychodzili do niego , klepali po plecach że taki odważny, wędruje z  białym co ściąga dżudżu. Od tej pory najodważniejsi i  najlepiej słabo rozumiejący angielski byli jego przewodnikami.Nie muszę dodawać że stawki rosły z dnia na dzień.
Amerykanin nawet w południe, kiedy upał zmusza  ptaki do chowania się w koronach drzew, a wszelkie życie po prostu zamiera, twierdził że musi wykorzystać każdą minutę ( przecież płaci ) i obfotografowywał każdy kamień ze wszystkich stron.
Na koniec nikt już nie chciał z nim mieć do czynienia.Any time, any price.
Co było później napiszę jak przestanę się śmiać .
A mówię wam że jest z czego.
http://www.youtube.com/watch?v=5XN2iEXbvUg

czwartek, 12 grudnia 2013

Się wzruszyłam.

Nie lubię tej całej nagonki telewizyjno - reklamowej, tego wciskania promocji, nie znoszę centrów handlowych w ogóle, a szczególnie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Ale lubię pięknie udekorowane miasta i domy na wsiach, feeria świateł na osiedlowych skwerach, udekorowane, zwykle szare ulice. Dzięki temu daje się przeżyć święta i nie zwariować.
 Przyznacie że święta wyzwalają kreatywność.Reklam Saturna i tych nie dla idiotów znieść nie można, ale...
 Kiedyś jechałam z Zakopanego w świątecznym czasie, zboczyłam nieco z Zakopianki żeby nie utknąć w korku i jadąc przez Chochołów i inne wsie na Podhalu doznałam szoku. Zatrzymałam samochód by bliżej przyjrzeć temu co tenże szok spowodowało.Oto na balkonach, takich szerokich, jak w Tyrolu, stoją całe szopki świecące  wszystkimi kolorami tęczy, Maryja, Józef , dzieciątko Jezus ,Trzech Króli , naturalnej wielkości i cale stada zwierząt.Kiczowate niewiarygodnie, ale w tym swoim odrealnieniu bajkowe.Razem z nastoletnimi wtedy córkami stałam na poboczu i gapiłam się na to wszystko sporą chwilę.
 Dziś natomiast natknęłam sie w necie na takie coś i normalnie się wzruszyłam .Zresztą sami popatrzcie
http://www.youtube.com/watch?v=zIEIvi2MuEk .


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Nie wiem dlaczego.

Wszyscy mamy w sobie cechy najbardziej pierwotne, można powiedzieć prymitywne, atawistyczne .Ja mam taką dość trudną,  nieodpartą i bardzo silną chęć do " pląsania".Każdy usłyszany rytmiczny dźwięk wyzwala rezonans.
U części świata ludzkiego umiejętność tańca uległa ucywilizowaniu, wytłumieniu. Nie wnikajmy co to oznacza i nie wartościujmy.
Ze sztuką obcujemy przez całe życie, częściowo dzięki edukacji, jeśli mamy szczęście do szkół, rodziców, częściowo dzięki snobizmom ( kto z nas jest bez tego grzechu ) ale w większości dzięki własnej , niezawinionej i niezasłużonej konieczności.
Jedni z nas muszą mieć wokół siebie obrazy, piękne przedmioty, które harmonijnie nam towarzyszą, inni świetnie się bez  tego obywają.Dlaczego?
Widziałam w głębi afrykańskiego buszu piękne rzeźbione rękojeści noża slużącego do sprawiania zabitych zwierząt.Domy z gliny malowane w bajeczne wzory. Kobiety i mężczyzn malujących swoje włosy czy twarze.Dlaczego ?
Każdy z nas ma swoja normę, ja to nazywam różną pojemnością wewnętrznego akumulatora.
Jednym wystarcza mały ogródek z kwiatami innym potrzebny jest bezmiar pustyni.
W dodatku często  nie wiemy, że mamy takie pragnienia dopóki nie zetkniemy się z czymś co wbije nas w ziemię, kiedy nagle zatrzymamy się i otworzymy szeroko oczy, zaniemówimy z wrażenia.  Już nigdy nie będziemy tacy sami.
W każdym z nas siedzi ten głodny stworek, który rzadko da się oszukać byle czym.Czasem tylko jest nieco ogłuszony czy oślepiony przez tak zwane szumy medialne.Ale on tam jest, budzi się czasem.

 Wczoraj było niebezpiecznie na drogach i kiedy wsiadałam do samochodu to ten drugi stworek, ten leniwy i gnuśny, siedział mi na ramieniu i marudził.Strząsnęłam go i pojechałam na spektakl mojego ukochanego Teatru Tańca.
Trochę zabrałam ze sobą.




I wiem dlaczego.To akurat wiem.

Mój głodny duch został nakarmiony.Jeszcze długo mruczał z zadowoleniem.


czwartek, 28 listopada 2013

Czas rozpalić piec - Łucja Prus

https://www.youtube.com/watch?v=L7ARoZIRYJUCzas rozpalić piec - Łucja Prus

" Mrok jak kosmaty pies..."

Wiem że większość z was nie lubi jesieni, ja wręcz przeciwnie.Ponieważ bardziej od zimna nie znoszę upałów, jesień jest moja ulubioną porą roku.Piękno tego czasu roku trudno odnaleźć w innych miesiącach.Bogactwo w przyrodzie, mnogość smaków, kolorów, zapachów.
Zaczyna się sezon w teatrach, muzycy wracają z letnich tras i można ich spotkać w klubach, pojawiają się nowe zaproszenia na wernisaże, wystawy.Przyjaciele i znajomi wracają z wakacji czy działek, jednym słowem do miasta wraca życie .
Listopad  kojarzy mi się ze świętem zmarłych, które lubię, z 11 listopada które w moim mieście jest obchodzone jako urodziny ulicy św.Marcin i wtedy nie ma powodu żeby nie przejeść się słodkimi rogalami i w końcu z wyjazdem do Krakowa i Zakopanego.
Lubię powtarzalność, regularność.W porach roku, w życiu, w tym codziennym ale i w tym odświętnym.
Dlatego robię sobie święto i wyjeżdżam na chwilę na południe.Październik,listopad, czas kiedy drzewa zrzucają liście żeby odpocząć  ludzie tez powinni przestawić się na takie wolniejsze obroty.
Piosenka Łucji Prus Czas Rozpalic piec...
Jesień, Najpiękniejsza pora.Na wszystko.Na miłość zwłaszcza.

ps.Na milość zawsze jest dobry czas.




poniedziałek, 25 listopada 2013

"Podróżować, podróżować jest bosko."

 

Moja doroczna jesienna podróż.Tym razem okazała się muzyczna.

Zaczęła się spotkaniem z przyjaciółmi w Warszawie, którzy nie zawiedli w zbiórce rzeczy dla naszych afrykańskich podopiecznych,dziękujemy Sylwio i Maćku.

Potem już Kraków.A tu wiadomo nie trzeba się nawet zbytnio starać żeby podłączyć akumulator do źródła "mocy ".

Niezawodny Tadzio Leśniak zaprosił nas do Harris Piano Jazz Baru  na jamowanie w latynoskim rytmie.

Było tak, że muzycy "wyrywali się "do grania.Ledwo który skończył swoją solówkę , następny pakował się w lukę i kolejny saksofon rozwijał swoją opowieść.

A dodać muszę, że było ich dwóch Leszek i Szymon.Pianista, Tadzio właśnie, dwóch bębniarzy, Bartek  i Marek w tym jeden na kongach , skrzypek Dominik no i basista Grzesiek.

Granie było takie że ludzie zapominali sięgać po szklanki.Nikt nie przepychał sie do baru.Zresztą był taki tłok, że nie było jak.

Na szczęście mieliśmy rezerwację bo inaczej przestałabym na jednej nodze cały koncert.

Dawno już nie bolała mnie twarz od ciągłego uśmiechania się.Nie spuszczałam oka ani ucha ze sceny przez cztery godziny.

Na szczęście zrobili dwie przerwy.Między setami można było się rozejrzeć i wiecie , nikt nie wychodził.

W trzecim secie , już koło północy , muzycy schodzili ze sceny żeby trochę odetchnąć, ale nawet jeśli któryś pił piwo czy pogadał z dziewczyną nie spuszczał oka ze sceny i widząc co sie dzieje wracał czym prędzej do swojego instrumentu.

Dawno już nie byłam na takiej imprezie.Kocham muzykę , chodzę na koncerty ale jem session to moja ulubiona forma , jeśli tak można powiedzieć.Tylko wtedy widać jak muzyka czaruje,tych grających i tych słuchających.Czary... prawdziwe czary.

Wychodząc z klubu zapomniałam czapki i dopiero kilkaset metrów zimnego , nocnego powietrza zawróciło mnie do klubu.A zasnąć nie mogłam jeszcze przez dwie godziny.


czwartek, 12 września 2013

Jest takie miasto we Włoszech, w regionie Marche, nazywa sie Urbino i nic nie trzeba dodawac.Popatrzcie sami . 



wtorek, 10 września 2013

Nie bede sie bardzo rozpisywac , nie moge oderwac wzroku od tego co sie dzieje w Island Dolhin Care teraz , now.Zreszta sami popatrzcie.http://www.fla-keys.com/keylargo/pop_webcam.cfm?cam=island-dolphincare
W tym osrodku leczy sie dzieci autystyczne , z porazeniem mozgowym i innymi wadami , schorzeniami.Kontatkt z tymi " zwierzetami " jest niewiarygodnie skuteczny.

poniedziałek, 9 września 2013

Postanowiłam zacząć swój blog od historii mojej córki , bo dziś rano dostałam od niej mail i natychmiast pomyślałam , to się nadaje na blog. Weronika jest teraz w Key West w ośrodku delfinoterapii Island Dolphin Care.
Historia jest taka , ze kiedy była 12 letnia dziewczynką zabrałam ja na Teneryfe, gdzie w parku wodnym zobaczyła żywe delfiny , a ze była wtedy w tzw .fazie delfinowej ( mający córki wiedza o czym mówię ) , zadeklarowała głośno , że jeśli kiedyś będzie miała chłopaka to na pewno będzie to treser delfinów.
Potem byla juz tylko konsekwentna..
Jest na tzw stażu , co tam robi, mogę ogladać na żywo na  http://www.fla-keys.com/keylargo/pop_webcam.cfm?cam=island-dolphincare

Oto co napislala w mailu, iedzy innymi oczywiscie:
"  Na plaży w Hiltonie nie było kradzieży od 20 lat, a tu przyszliśmy i koleżance ukradlii torebkę z leżaka, dzień przed jej wylotem do Szkocji... ale ciocia Misia leżąć w zanurzonym leżaku wypatrzyła pewnego przystojniaka, który tak się kręci tu i tam i nagle na naszych oczach porwał torebkę z innego leżaka. i akcja! i pościg! i 6 radiowozów, skoki przez mury i po dwóch godzinach złapanie. i się okazało że obrabował ponad 10 osób. i musieliśmy podpisywać zeznania z  
podnoszeniem prawej ręki i mówieniem formułki z "so help me god "

No czy to nie jest amerykanski sen ?